„Nie ma takiego problemu ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego by nie można rozwiązać przez Różaniec”
„Nie ma takiego problemu ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego by nie można rozwiązać przez Różaniec” (s.Łucja z Fatimy).
Krucjaty różańcowe mają w historii swoją tradycję od XIII wieku, kiedy to po raz pierwszy tę formę walki o sprawy Boże podjął gorliwy mnich dominikański – święty Dominik. „Ojciec Konstanty Maria Żukiewicz OP za Aktami Stolicy Apostolskiej dotyczących różańca, wylicza tzw. zwycięstwa różańcowe (około 40) z lat 1212-1716”.
W późniejszych wiekach, kiedy wierni mieli już pełną świadomość ogromnej skuteczności Różańca Świętego w wypraszaniu łask, nie tylko w sprawach indywidualnych, ale także w fundamentalnych sprawach decydujących o losie i wierze całych narodów czy nawet całych kontynentów – zaczęli organizować masowe krucjaty różańcowe. Te pobożne praktyki nasiliły się zwłaszcza w XX wieku, gdy katolicy przejęci orędziami Najświętszej Maryi Panny z Fatimy zrozumieli, jak ogromną moc posiada modlitwa różańcowa, gdy przekonali się o błogosławionych skutkach krucjat różańcowych w Austrii, Portugalii, Brazylii czy na Filipinach; gdy uświadomili sobie ile łask ludzie i narody otrzymały na przestrzeni dziejów dzięki modlitwie różańcowej...
„Kościół zwoływał krucjaty w obliczu poważnych zagrożeń wiary i kultury chrześcijańskiej, kiedy u granic chrześcijańskiego świata stawały siły nieprzyjaciół Jezusa Chrystusa. Takich wielkich zagrożeń nie są pozbawione również nasze czasy – zagrożenia pokoju, zagrożenia ze strony komunizmu, materializmu, liberalizmu, konsumpcjonizmu. Tak więc i teraz działają krucjaty, w które włączają się miliony ludzi chwytając za różańcową broń – ostatnią nadzieję ocalenia wiary” (wg ks.M.Drozdka i W.Łaszewskiego).
ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE NAD HEREZJĄ KATARÓW
reprod. z „Miejsca święte” nr.10(58) 2001 fot. Włodzimierz Świderski
W XII wieku pojawili się we Francji heretycy zwani katarami lub albigensami, od nazwy miasta w zachodniej Langwedocji. Widząc, że w Kościele katolickim coraz częściej i coraz dalej odchodzi się od czystej wiary, że duchowieństwo nawołuje wiernych do ascezy, do licznych wyrzeczeń w imię tejże wiary, podczas gdy samo zaczyna opływać w coraz większe dostatki, negując własnym życiem prawdę ewangeliczną – część wiernych zbuntowała się. Widząc, że głosiciele Ewangelii innym wskazują krzyż jako drogę do uświęcenia, podczas gdy sami czynią wszystko, by odsunąć jakiekolwiek krzyże ze swego własnego życia – zaczęła głosić konieczność oczyszczenie obyczajów i reformę Kościoła.
Te zamierzenia heretyckie trafiły na podatny grunt, powodując gwałtowny wzrost liczbowy sympatyków i wyznawców nowych idei. A idee te były bardzo surowe. Katarzy bowiem twierdzili, że całe zło pochodzi stąd, iż zbuntowany anioł, Lucyfer, „pragnąc być „jak Bóg”, stworzył widzialny świat, nad którym rozciągnął swoją władzę. [Przeto świat] nie jest owocem miłości Boga, ale szatańskiego przekleństwa” (Wincenty Łaszewski), więc konsekwentnie negowali wszystko, co miało związek z ciałem, materią czy życiem doczesnym – jako uosobienie zła. Złem było więc „jedzenie, picie, prokreacja, posiadanie dóbr ziemskich. Głosili skrajną ascezę, a nawet zachęcali do ostatecznego aktu porzucenia materii – do samobójstwa i pozbawiania życia najbliższych...
[Kościół próbował wyprostować błędność tych rozumowań, ale nadaremnie].
„Bezskutecznie walczyli z nią cystersi; bezowocna okazała się zwołana przeciw nim krucjata, jak i misja papieskich legatów oraz kaznodziejów” (Lidia Wajdzik). „Herezja rosła w siłę i zataczała coraz szersze kręgi” (W.Ł.jw.). Według ludzkiego osądu, była nie do pokonania. Przeto zaczęto wyszukiwać najbardziej zagorzałych wyznawców tej idei i stawiać ich przed powołany trybunał dochodzeniowy czyli inkwizycyjny. Władze kościelne podjęły współpracę z władzą świecką widząc w herezji także przyczynę wyniszczania państwa. Kiedy biskupia inkwizycja okazała się niewystarczająca; nadto, kiedy katarzy zamordowali legata papieskiego, papież Innocenty III ogłosił zbrojną krucjatę przeciw nim. Jednak ani ta krucjata, ani wprowadzenie palenia heretyków na stosie, co usankcjonował sam król francuski, ani rozwinięcie działalności inkwizytorów nie odniosło oczekiwanych skutków w walce z katarami. Daremna ukazała się także misja duchownych kaznodziejów, nawet świętego Dominika, który w taki sposób oraz przez przykład własnej ascezy włączył się w nawracanie heretyków. Ani przykładne umartwianie, ani kazania, których, niestety, nikt nie chciał słuchać, nie dawały oczekiwanego rezultatu, toteż święty, stracił wiarę w sens dalszego apostołowania. Wreszcie – jak opisuje święty Ludwik Maria Grignion de Montfort - „widząc, że ciężar grzechów uniemożliwia albigensom nawrócenie, święty Dominik odszedł w lasy w pobliżu Tuluzy, gdzie modlił się bez przerwy trzy dni i trzy noce.
W tym czasie nie czynił nic, jeno płakał i zadawał sobie surowe pokuty, by powstrzymać gniew Wszechmogącego Boga. Tak bardzo używał dyscypliny, że jego ciało rozdarte było na strzępy. W końcu stracił przytomność. Wówczas ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna w towarzystwie trzech aniołów i powiedziała: „Drogi Dominiku, czy wiesz, jakiej broni chce użyć Błogosławiona Trójca, aby zmienić ten świat ?” A gdy Dominik zwrócił się z prośbą o wyjawienie zamiarów Bożych, Najświętsza Panna rzekła mu: „Chcę, abyś wiedział, że w tego rodzaju taranem pozostaje zawsze Psałterz Anielski, który jest kamieniem węgielnym Nowego Testamentu. Jeśli więc chcesz zdobyć te zatwardziałe dusze i pozyskać je dla Boga, głoś mój Psałterz”. Dodała jeszcze szczególną obietnicę: „O cokolwiek poprosisz przez różaniec, wszystko ci będzie udzielone”... Święty Dominik pojął prawdy ukazane mu w nadprzyrodzonym widzeniu” i kiedy „na nowo podjął swą misję, jego przepowiadanie było zdumiewająco skuteczne” (W.Ł.jw.). „Pod natchnieniem Maryi zrozumiał bowiem, że aby nawrócić dusze prowadzone na zatracenie przez albigensów, fałszujących wszystkie tajemnice zbawienia, trzeba wyłożyć im te tajemnice w ich prawdziwej postaci, ale nie w abstrakcyjny sposób katechizmowy, lecz w konkretnej i żywej postaci, jak czyni to sama Ewangelia” (o.Garrigou-Lagrange).
Matka Najświętsza wsparła go w tej niebywale trudnej misji, dodatkowo, w sposób szczególny, bo kiedy stanął na ambonie katedry tuluskiej wypełnionej po brzegi, nagle rozpętała się straszliwa burza „a grzmoty i błyskawice były tak wielkie, że wszystkich ogarnął lęk. Jeszcze większa trwoga ich ogarnęła, kiedy spojrzeli na obraz Najświętszej Maryi Panny umieszczony na naczelnym miejscu i zobaczyli, że Maryja trzykrotnie unosi ku niebu dłonie, by przyzywać Bożą pomstę, jeśli się nie nawrócą, aby naprawić swoje życie i szukać opieki u Świętej Bożej Rodzicielki” (św.L.M.jw.) . I tak, „w krótkim czasie nawrócił całą południową Francję. Po albigensach nie pozostał nawet ślad. Pociągnęło ich piękno wiary chrześcijańskiej ukazanych oczami Matki Najświetszej” (L.W. jw.).
Mówi się, że "przez świętego Dominika sama Matka Boża Różańcowa zgasiła ogień herezji deszczem łaski i przyprowadziła swój lud z powrotem w jasne słońce Bożego stworzenia, aby sławił Życie, wychwalał Istnienie i błogosławił ich Stwórcę” (z W.Ł.jw.)...
Wincenty Łaszewski „Świat Maryjnych objawień” t. I i II Wydawnictwo „Fons Omnis” Góra Kalwaria 2003, 2007,
Gottfried Hierzenberger, Otto Nedomansky „Księga objawień maryjnych od I do XX wieku” Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna „Adam” W-wa 2003
ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE W BITWIE MORSKIEJ POD LEPANTO
„Największym, a jednocześnie pierwszym historycznie udokumentowanym cudem różańcowym było zwycięstwo floty chrześcijańskiej w bitwie pod Lepanto. Wydarzenie to zadecydowało o przyszłości Europy, zaś jedną z konkurujących wówczas ze sobą form modlitwy różańcowej – tę znaną po dzień dzisiejszy – uczyniło modlitwą cenioną przez ludzi, propagowaną przez duchownych, przez papieży połączoną z odpustami (Wincenty Łaszewski)...
Arabowie wywodzili się z Półwyspu Arabskiego, który zamieszkiwali już od drugiego tysiąclecia p.n.e. częściowo osadzeni na stałe, głównie w osadach nadmorskich, częściowo jako koczownicze plemiona Beduinów. Żyjąc na styku kultur: rzymskiej, żydowskiej i perskiej, czerpali z ich dorobku. Praktykowali politeizm wyznając swoich bogów związanych z siłami przyrody. Jednak odkąd w VI wieku naszej ery pojawił się Mahomet ustanawiając nową religię – monoteistyczny islam, niespójna społeczność arabska zaczęła integrować się i tworzyć trwałą wspólnotę kulturowo-polityczną opartą na nowej religii.
Ponieważ pośród pięciu najważniejszych obowiązków muzułmanina istnieje obowiązek walki za wiarę, w imię tegoż obowiązku, wyznawcy islamu rozpoczęli podboje państw wyznających inne religie. Starając się wprowadzić religię Mahometa do wszystkich ludów i narodów, Arabowie już w VII wieku, pod wodzą władcy kalifa Omana, zaatakowali tereny judeo-chrześcijańskie i wkrótce zdobyli Jerozolimę. Kalif wjechał do miasta na białym wielbłądzie i od tej chwili Ziemią Świętą zawładnęli muzułmanie... Następnie podbijali coraz dalsze tereny, rozprzestrzeniając się wokół całego basenu Morza Śródziemnego, co szybko doprowadziło do powstania wielkiego państwa arabskiego, które po pewnym czasie, z powodu trudności administracyjnych w zarządzaniu tak wielkim obszarem, rozpadło się na trzy odrębne państwa obejmujące tereny: byłej Persji, północnej Afryki oraz Hiszpanii.
Obok Arabów Azję Mniejszą zamieszkiwały inne plemiona, spośród których najbardziej bitne były koczownicze plemiona Turków seldżuckich. Turcy także przyjęli islam i z jeszcze większą gorliwością zaczęli szerzyć nową wiarę pośród innowierców. Tych jednak, po podbojach arabskich, niewielu pozostało, więc Turcy seldżuccy w XI wieku najechali swych pobratymców, doprowadzając do rozpadu powstałych państw arabskich.
W XIV wieku turecki bej noszący imię Osman, będący początkowo wasalem Seldżuków, mając w swoim władaniu ziemie graniczące z Cesarstwem Bizantyjskim, w imię ogłoszonego dżihadu czyli tak zwanej „świętej wojny”, podejmował wielokrotne podboje swoich sąsiadów, chrześcijan, wskutek których, z wydartych ziem utworzył własne państwo i ogłosił się sułtanem, dając „podwaliny pod nazwane od jego imienia Imperium Osmańskie. W XIV wieku Imperium Osmańskie opanowało większą część Półwyspu Bałkańskiego” (wg Paula Badde). Jego następcy w XV wieku doprowadzili do upadku Bizancjum, a także do połączenia wszystkich wyznawców Allacha i zjednoczyli się w jedno wielkie imperium pod władzą jednego monarchy Sulejmana II. Większość podbitych krajów stałą się prowincjami wielkiego imperium. Trzy wielkie patriarchaty prawosławne znajdowały się pod panowaniem islamu... Na gruzach podbitego Cesarstwa Bizantyjskiego Turcy stworzyli sobie drogę do podboju Europy.
Za czasów Sulejmana II Wspaniałego, imperium tureckie było u szczytu swej potęgi. „Na początku XVI wieku zagarnęli cały Bliski Wschód, a w 1571 roku również Cypr. Także Kreta, będąca ostatnim punktem oparcia handlujących ze Wschodem Wenecjan i ich floty - była zagrożona” (P.B.jw.). Sam władca był dowódcą kilkunastu wypraw wojennych, w których pokonał Węgrów i zajął Budę, zdobył Belgrad, południową Mezopotamię oraz część Azerbejdżanu; zdobył wyspę Rodos, Jemen, Aden, Oman, Tunis i Trypolitanię. Powierzchnia ziem, którymi władał liczyła 14 milionów 702 tysiące km². Z tego powodu „islamizacja groziła całej Europie, gdyż napór Turków wydawał się nie do powstrzymania” (wg P.B.jw.).
Na morzu prowadzili walki przede wszystkim z Wenecją, ale podjęli też dużą morską wyprawę w celu podboju Indii... Także za jego rządów „muzułmańskie imperium kończyło budować ogromną flotę. Turcy planowali zająć chrześcijańskie porty śródziemnomorskie, a z nich ruszyć na podbój Rzymu, a potem dalej w głąb Europy. Bazylikę papieską chcieli zamienić na stajnię dla swych koni” (wg W.Ł.jw.)..
Jego następca, Selim II, kontynuował politykę religijną swego sławnego poprzednika, zamierzając rozszerzyć islam na wszystkie kraje świata, a szczególnie na chrześcijańską Europę, stąd nienawiść muzułmanów do wiary katolickiej i nieokiełznana chęć nowych podbojów terytorialnych były dla niej poważnym zagrożeniem nie tylko religijnym, ale także politycznym. „Przez krótki czas inwazja mahometan była skutecznie powstrzymywana przez wyprawy krzyżowe, jednak niebawem islam znów zaczął przeć na zachód” (W.Ł.jw.).
W tym czasie na Stolicy Piotrowej zasiadał „papież św. Pius V. Pisano o nim, że był on "jednym z niewielu chrześcijan traktujących dosłownie słowa i czyny Chrystusa, nie uznającym wyjątków i ograniczeń, człowiekiem, który przeszedł przez świat jak jasna pochodnia rozświetlająca mroki". Ten pobożny dominikanin w starości wybrany na stolicę św.Piotra był wielkim czcicielem Maryi i gorącym propagatorem różańca... Sława świętości Piusa V była tak wielka, że dotarła aż do sułtana Selima II, "pana całej ziemi", który do swych licznych tytułów pragnął dopisać tytuł władcy Europy. Skrzętni kronikarze odnotowali fakt, że kiedyś, spoglądając na Adriatyk, wyszeptał, że bardziej niż wszystkich galeonów chrześcijańskich boi się modlitw Piusa V. Niebawem miało się okazać, jak dalece lęk jego był słuszny” (W.Ł.jw.), lecz kiedy w 1570 roku Selim II zajął Cypr, papież doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Europa może nie oprzeć się islamowi i że zagraża on nie tylko miastom włoskim, ale nawet całemu światu chrześcijańskiemu” (wg P.B.jw.).
reprod ze strony: .:ILG:. - Czytelnia: 30 kwietnia - Św. Pius V
Trzeba było pomyśleć o skutecznej obronie, jednak „żadne państwo chrześcijańskie nie miało tylu okrętów, żeby stawić czoła nieprzyjacielowi” (Ewa Hanter). Tak więc papież zmuszony był podjąć energiczne kroki, by w oparciu o kraje chrześcijańskie, zorganizować koalicję antyturecką, która byłaby w stanie odeprzeć nieprzyjaciół. W dniu 7 marca 1571 roku podpisał dokument wzywający do założenia Świętej Ligi przeciw osmańskiemu imperium Turcji i sprawę chrześcijaństwa złożył w ręce Najświętszej Maryi Panny. Do wszystkich europejskich krajów chrześcijańskich rozesłał swoich posłów, którzy mieli przekonać władców do wzięcia udziału w nowej krucjacie, ale jego wezwanie spotkało się z dość sceptycznym przyjęciem. Oprócz Wenecji poparła je bowiem tylko Hiszpania i joannici z Malty. „Inne państwa nakłaniane przez niego: Francja, cesarstwo, Moskwa i Polska, kierowały się własnymi interesami i nie chciały włączyć się do walki z Turcją” (ks.Marian Banaszak)...
„Był wrzesień 1571 r., kiedy do Europy dotarła wieść, że armada turecka opuściła porty Konstantynopola. [„Siły tureckie były tak wielkie, że zdawało się, iż to nie okręty, ale całe olbrzymie miasta wypłynęły na otwarte morze, toteż sułtan był pewien zwycięstwa” (E.H.jw.). Od tej chwili] ważyły się losy – nie tylko Europy, ale i chrześcijańskiej wiary” (W.Ł.jw.)... „Sama flota Świętej Ligi nie miałaby szans w starciu z flotą turecką, ale „dzięki wytrwałym zabiegom dyplomatycznym i po wielu wysiłkach, udało się temu wielkiemu papieżowi stworzyć flotę złożoną z prawie dwustu galer dostarczonych przez królestwa Hiszpanii, Neapolu i Sycylii, republiki Wenecji i Genui, a także przez Zakon Maltański i samo Państwo Kościelne” (Antonio A.Borelli). Koszty wojenne miały być rozłożone pomiędzy trzech najważniejszych uczestników walki: połowę zobowiązała się pokryć Hiszpania, 1/3 kosztów miała uiścić Wenecja, a 1/6 - papiestwo. Ponadto „Święta Liga zjednoczyła przeciwko muzułmańskim wojskom kwiat europejskiej młodzieży. Król Hiszpanii Filip II, dowództwo całej floty powierzył młodemu, ale doświadczonemu w walkach na południu kraju, dwudziestoczteroletniemu swojemu bratu przyrodniemu Don Juanowi de Austria” (wg P.B.jw.)..
Ta chrześcijańska flota, a szczególnie „flota papieska, cały swój los złożyła w ręce Boga i Najświętszej Maryi Panny, jako że papież „postanowił zarządzić wielką, błagalną modlitwę różańcową. Żołnierze przystępowali do sakramentów i przygotowywali się do bitwy poprzez trzydniowy post i modlitwę różańcową” (E.H.jw.). „Sam papież zatroszczył się o to, aby wszyscy żołnierze posiadali koronkę różańca, jak i o to, aby na wszystkich statkach chrześcijańskich codziennie odmawiano różaniec. Gdy na Sycylii zebrały się wszystkie okręty Ligi, przybyli jezuici oraz dominikanie, którzy wchodząc na statki odprawiali Msze święte, a także zaopatrywali wojsko i marynarzy na ewentualną śmierć, wysłuchując spowiedzi i rozgrzeszając ich. A kiedy okręty, jeden po drugim mijały cypel portu, wypływając na spotkanie z wrogiem, znajdujący się na ich pokładach ludzie klękali, aby otrzymać błogosławieństwo nuncjusza papieskiego” (Andelo Figurelli). Natomiast papież zobowiązał wszystkie rzymskie klasztory do nieustannych modłów. Także on sam, będąc dominikaninem, w wigilię bitwy poprowadził różaniec w klasztorze swych współbraci..
W tej samej chwili, wieleset kilometrów od Rzymu, w zatoce Lepanto zaczęła się podnosić spowijająca morze mgła. Gdy podniósł oczy, nagle zobaczył Matkę Bożą, jak rozpościera swój płaszcz nad flotą, a oczom chrześcijańskich żołnierzy ukazały się na horyzoncie setki żagli. Chrystusowy Namiestnik zacisnął złożone do modlitwy dłonie. Sto tysięcy ludzi po obu stronach zaczęło przygotowywać się do walki. Święty papież zapatrzył się w Niepokalaną Panienkę i Jej niebieski płaszcz. Ale ani chrześcijańscy, ani zgromadzeni pod znakiem półksiężyca marynarze i żołnierze nie wiedzieli, że poza nimi na polu bitwy jest jeszcze ktoś inny. Papież szepnął: „Matko, nie opuszczaj nas ze względu na swego Syna, Jezusa Chrystusa, który nas umiłował i umarł za nas na krzyżu” (W.Ł.jw.).
„Tego samego dnia, w którym miała miejsce bitwa, bractwa różańcowe w Rzymie propagowały procesje i modlitwy publiczne o sukces wojsk katolickich” (A.A.B.jw.). Wszyscy należący do Bractwa Najświętszego Różańca na całym świecie, w ten dzień ofiarowali swą modlitwę różańcową w intencji zwycięstwa nad Turkami, odpowiadając na apel papieża Piusa V, [w którym wzywał ich do krucjaty różańcowej]. „Śpiewano różaniec, niesiono po ulicach obraz Matki Bożej Śnieżnej. W całej Europie zorganizowano procesje różańcowe” (E.H.jw.)...
Przed bitwą, główny dowódca don Juan de Austria powiedział do żołnierzy: „Przybyliście tu walczyć za Święty Krzyż, zwyciężyć albo zginąć ! Czy macie jednak zwyciężyć czy zginąć, czyńcie dziś swą powinność, a zyskacie sobie chwalebną nieśmiertelność !”...
„Flagowy okręt Ligi płynął pod ogromną banderą, z wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego z Całunu Turyńskiego, którą kazał wciągnąć na maszt admirał don Juan de Austria”. Na sztandarze zawieszono ogromny różaniecW kaplicy okrętowej galery doży Genui, na której pokładzie znalazł się podarowany przez Filipa II obraz Matki Bożej z Guadalupe, rozpoczęły się modły w intencji zwycięstwa, natomiast „okręt flagowy sułtana miał na pokładzie ząb proroka Mahometa, zamknięty w kryształowej kuli, który miał nieść siłom tureckim pomoc w bitwie” (BITWA POD LEPANTO).
Rankiem 7 października, dowódca sił morskich Turcji, Ali Pasza wypłynął w tradycyjnym islamskim szyku w kształcie półksiężyca, z portu Lepanto we Włoszech. Jego okręty ciągnęły się od wybrzeża Grecji na północy, po krańce Peloponezu na południu w dwóch szeregach. Ale już na początku chrześcijańska flota Świętej Ligi „płynąca w kierunku Morza Jońskiego [ku Zatoce Lapanto, gdzie były zgromadzone tureckie siły morskie], przepłynąwszy cieśninę, wpadła w pułapkę. Dwie wielkie flotylle weneckich i hiszpańskich okrętów pod rozkazami Don Juana oraz mniejsze flotylle z Parmy Sabaudii i Genui, którymi dowodził jego rówieśnik kondotier Andrea Doria, wpłynęły dokładnie w środek tureckiej pułapki... Okręty Ligi ustawiły się w szyku bojowym na kształt łacińskiego krzyża. W sumie do wielkiej bitwy morskiej naprzeciw siebie stanęło prawie pięćset okrętów i niemal dwieście tysięcy ludzi, przy czym wojska chrześcijańskie były nieporównanie słabsze od sił tureckich.
Pewny zwycięstwa Ali Pasza, nie czekając na zakończenie przegrupowania, pojedynczym wystrzałem z okrętu flagowego wypowiedział bitwę. Na maszt wciągnięta została ogromna zielona chorągiew z półksiężycem. Zgodnie z panującym zwyczajem, okręt Don Juana odpowiedział podwójną salwą.
Rano na morzu nie było wiatru. Około godziny dziewiątej zaciemniło się na niebie. Sześć galeasów, wielkich, ale mało zwrotnych żaglowców z dodatkowymi wiosłami, stanowiło nadzieję chrześcijańskiej armii. Jednak przy bezwietrznym morzu znajdujących się na nich dalekosiężnych armat, nie można było użyć. Gdy strona turecka rozpoczęła atak, Andrea Doria wołając Ave Maria rzucił swe wojska do walki. Potrzebny był jednak wiatr z tyłu. Turcy wykonali unik, a statek admiralski został odcięty od głównych sił floty chrześcijańskiej.
Turecki admirał Uluch Ali stopniowo zatapiał kolejne okręty Genueńczyków. Muzułmanie, [taranując najpierw okręt flagowy Don Juana wdarli się na pokład]. Klęska wydawała się nieunikniona. Turcy mieli przewagę taktyczną i wykorzystywali ją bezlitośnie. Ich wolę zwycięstwa potęgowała perspektywa czekających na nich ogromnych łupów. Za liniami chrześcijańskiej floty leżała jak otwarty skarbiec bezbronna Wenecja – a dalej Bari, Rzym, Neapol i wszystkie porty Zachodu... Zrozpaczony Andrea Doria zszedł pod pokład i padł przed cudownym obrazem Maryi. Jeśli cokolwiek ma być uratowane – błagał – pomóc może już tylko Królowa Niebios; jeśli tylko lud chrześcijański jest Jej jeszcze drogi. Młody kondotier wzywał pośród łez pomocy meksykańskiej Madonny. Była to bowiem pierwsza w Europie kopia Matki Bożej z Guadalupe. Obraz wykonany był rok wcześniej na polecenie Alonsa Montufara, następnie odbył podróż do Hiszpanii i został ofiarowany królowi Kastylii. Król przekazał dar Juanowi de Austria, a ten z kolei podarował go swemu rówieśnikowi, admirałowi Andrei Dorii. Wizerunek Madonny depczącej półksiężyc miał stać się znakiem przyszłego zwycięstwa i tarczą zapewniającą powodzenie w decydującej bitwie...
Kiedy Doria wrócił na pokład, wiatr nagle zmienił kierunek. Zaczął się sztorm, który rozproszył tureckie szyki. Europejczycy mogli wreszcie wykorzystać siłę ognia swych dział. [Hasłem do walki były słowa: „Królowa Różańca Świętego !” (E.H.jw.)...
Rozpoczęła się prawdziwa rzeź. W dwugodzinnej walce, w niekończących się atakach i kontratakach został zdobyty ottomański okręt flagowy i jeszcze na pokładzie zdobywcy ścięli głowę admirałowi Selimowi. Zginął także Ali Pasza. Niektórzy kronikarze podają, że w tym zamieszaniu, „turecki dowódca został uderzony kulą armatnią, która pozbawiła go głowy. Widok tej głowy zatkniętej na pikę, odebrał niedobitkom jego flotylli serce do walki. Zielona chorągiew proroka, nigdy dotąd nie zdobyta w walce, została ściągnięta z masztu. To był punkt zwrotny w tej bitwie... Turków ogarnęło przerażenie, a wszechobecna panika uniemożliwiła wykonanie jakiegokolwiek manewru obronnego.
Każdy, kto umiał pływać, skakał w czerwone od krwi wody zatoki i próbował dopłynąć do brzegu. Pozostali unosili się na falach, kurczowo uczepieni desek i innych szczątków okrętów. Przerażająca bitwa zakończyła się przygniatającym zwycięstwem wojsk chrześcijańskich. Od rana do wczesnego popołudnia zginęło około trzydzieści tysięcy Turków i siedem tysięcy sześciuset chrześcijan. [Zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, a 5 tysięcy Turków dostało się do niewoli]. Tego dnia z tureckich galer wyzwolono również piętnaście tysięcy przykutych do wioseł jeńców chrześcijańskich” (wg P.B.jw.).
„Ta trwająca zaledwie około czterech godzin bitwa przeszła do historii z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze była to ostatnia, duża bitwa średniowiecza, a nazywano ją tak dlatego, że praktycznie wszystkie uczestniczące w niej jednostki były napędzane wiosłami (czyli były to po prostu galery) z pomocniczym tylko ożaglowaniem, a także dlatego, że po raz ostatni zastosowano typowo średniowieczne metody walki, tzn. taranowanie, ostrzał z łuków i katapult (tylko sześć okrętów posiadało artylerię)... Po drugie bitwa ta, pomimo całego szeregu niezwykle krwawych wojen i bitew morskich, nadal pozostaje największym starciem morskim w historii, i to aż w trzech "konkurencjach"!!! Przede wszystkim, brało w niej udział najwięcej jednostek bo ponad 450. Ponadto brało w niej udział najwięcej ludzi, bo ok. 140.000. Bitwa ta dzierży również smutny prymat jeżeli idzie o ilość zabitych w boju członków załóg, gdyż pod Lepanto łącznie zginęło blisko 35.000 ludzi” (wg Edmunda Kosiarza). Po raz pierwszy od kilkuset lat islam pozbawiony został jakiegokolwiek znaczenia na morzu.
„Zniszczenie floty tureckiej stanowiło cios dla sułtana Selima II. I choć zwycięstwo chrześcijan pod Lepanto miało znaczenie bardziej moralne niż strategiczne, bo ani Hiszpania, ani Wenecja nie wykorzystały politycznie tego zwycięstwa, to wewnętrzne trudności Turcji sprawiły, że do połowy XVII wieku zaniechała wojen zaborczych” (wg ks.M.B.jw.). Tak więc, odniesione w dramatycznych okolicznościach zwycięstwo, na długi czas powstrzymało ekspansję islamu na Zachód. Wprawdzie Turcy w niedługim czasie odbudowali swoją flotę, ale już w żadnej z trzech bitew morskich, które na nowo sprowokowali, nie odnieśli zwycięstwa, gdyż po stracie setek doświadczonych, zapalonych do boju marynarzy, ich potęga morska nigdy nie zdołała się odrodzić.
Papież, który był osobiście zaangażowany w zorganizowanie chrześcijańskiego odporu sił tureckich, był nie tylko główną, naturalną przyczyną powstania Świętej Ligi i dlatego właściwym zwycięzcą bitwy, ale został wybrany przez Matkę Bożą jako narzędzie, by pokazać światu najlepszą i najskuteczniejszą broń w walce przeciw wrogom Boga i dusz: Różaniec święty. Wieczorem 7 października, podczas załatwiania jakichś spraw ze swoim skarbnikiem Bartłomiejem Buzzotim, przerwał nagle pracę, otworzył okno i wzniósł oczy ku niebu. Chwilę później zamknął okno, popatrzył na Buzzotiego i powiedział: „Teraz nie czas się tym zajmować, idźmy podziękować Bogu, ponieważ nasza flota spotkała turecką i zwyciężyła!”
Dopiero w nocy 21 października goniec floty dotarł do Rzymu. Pius V od razu wstał i udał się do kaplicy, aby dziękować Bogu za odniesioną victorię. W Rzymie i we wszystkich miastach Europy odbyły się procesje i uroczystości dziękczynne za zwycięstwo. W całym świecie chrześcijańskim panowało przekonanie, że klęska floty tureckiej jest dziełem Niepokalanej, ubłaganej wytrwałą modlitwą różańcow
Zwycięstwo pod Lepanto stało się świadectwem skuteczności ufnego zawierzenia Bogu i Najświętszej Maryi Pannie; świadectwem wielkiego znaczenia modlitwy różańcowej w najtrudniejszych sprawach, co potwierdzili wszyscy uczestnicy tej bitwy. Don Juan de Austria, który przed bitwą ślubował Matce Bożej pielgrzymkę do Loretto, jeśli wróci zdrowo i zwycięsko z wyprawy - pomimo bardzo złej pogody udał się z Neapolu do Loretto. W sanktuarium uroczyście ogłosił, że to opieka Niepokalanej prowadziła go i uchroniła od wszelkich niebezpieczeństw podczas bitwy. Także inni dowódcy udali się do różnych sanktuariów, aby w nich dziękować Maryi za zwycięstwo. Wenecjanie, na jednej ze ścian kaplicy dziękczynnej, którą wznieśli w swym mieście po tym wydarzeniu, napisali: „Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit”, czyli „Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maryja Różańcowa dała nam zwycięstwo”.
Wiele miast wprowadziło obraz Maryi depczącej półksiężyc do swych herbów.
Mając świadomość, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, papież ustanowił święto „Matki Boskiej Zwycięskiej”, które miało być obchodzone co roku w pierwszą sobotę października, tj. w dniu, w którym miała miejsce słynna bitwa. Polecił również dołączyć do Litanii Loretańskiej wezwanie: „Wspomożenie wiernych – módl się za nami”... Ponadto ustanowił i potwierdził wszędzie Bractwa Różańcowe, udzielając im wielu przywilejów i odpustów, aby ten sposób podkreślić szczególną rolę Różańca św. w uzyskaniu zwycięstwa.
Jego następca, papież Grzegorz XIII, w 1573 roku zmienił nazwę tego święta na święto „Matki Boskiej Różańcowej”, podkreślając wpływ nabożeństwa różańcowego na odniesione zwycięstwo. Z kolei papież Klemens XI, w 1716 roku rozszerzył święto „Matki Boskiej Różańcowej” na cały świat.
Paul Badde „Guadelupe, Objawienie, które zmieniło dzieje świata” (BITWA POD LEPANTO)
Antonio A.Borelli „Różaniec - ratunek dla świata” Instytut im. ks.Piotra Skargi Kraków 2006
Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995
Wincenty Łaszewski „Świat Maryjnych objawień” t. I i II Wydawnictwo „Fons Omnis” Góra Kalwaria 2003, 2007,
"Sailor" oprac. na pdst. książki Edmunda Kosiarza "Bitwy morskie" (Żaglowce - Bitwy morskie - Bitwa pod Lepanto)
ks.Marian Banaszak „Historia Kościoła katolickiego” t. II i III Akademia Teologii Katolickiej Warszawa 1989
Wydawnictwo Edukacyjne „Wiking” (Wydawnictwa Edukacyjne WIKING - Portal …)
Działająca przy Stowarzyszeniu Kultury Chrześcijańskiej im. ks.Piotra Skargi - Krucjata Młodych - posiada sekcję młodzieżową pod nazwą Rycerze Lepanto Stowarzyszenie to wydaje również pismo młodzieżowe pod tym samym tytułem: „Rycerz Lapanto” (mkmaryla.pl).
„Nie ma takiego problemu ani osobistego, ani …